Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lutego 2012

Gdy internet stoi

Czasami przychodzi taki dzien, kiedy internet stoi. Nie chodzi tutaj o prędkość łącza, a o ruch w sieci. Nikt nie dodaje nowych filmików na Youtube, na forach nie toczy się żadna ciekawa dyskusja, ani żaden temat w którym można zabrać głos. I tyczy się to wszystkich wydarzeń od wymiany części w komputerze, przez problemy, allegra, politykę, aktualne wydarzenia, przez motoryzację filmy, kończąc nad rozwodzeniem się nad dźwiękiem zamarzniętego morza i lodu. Na odwiedzanych innych stronach również nie ma nic nowego, na sadisticu również nic ciekawego, żadnych wiadomości i wydarzeń na świecie na wszelaki interesujący temat. Ze znajomych również nikt nie pisze, również na popularnym facebooku kompletne zero. Po prostu jeden wielki zastój. Dodać do tego brak produkcji serialowych czy to filmowych. Plus nic ciekawego do robienia z różnymi np filmikami własnymi czy dźwiękiem muzyką. Nawet ceny paliw, jak zaklęte stoją w miejscu dobry miesiąc i ani nie można się powkurzać, że rosną, ani cieszyć jeżeli byłby spadek ceny. Po prostu wszystko stoi. W takich momentach człowiek najchętniej wyłączył by to diabelstwo i zrobił coś innego i tu pojawia się problem...
Owszem teoretycznie można wyjść na rower, co dziś planowałem i rozważałem nad tym parę h, ostatecznie nie poszedłem.. sam do końca nie wiem dlaczego... podejrzewam, że z obrzydzenia ciągle tymi samymi nie zmieniającymi się miejscami i drogami, marginalną ilością śniegu która ledwo co przykryła okropną i paskudną sól i piach, które to niszczą sprzęt, i zalegają dobre miesiące i będą zalegać długo po zime, bo po co zamiatać.. niech leży.. :/ Dodać do tego ujemną temperaturę silny wiatr plus duży effort aby w ogóle wyjść, tj znaleźć ubranie na co składa się bielizna, skarpetki, spodnie, koszulka, bluza bądź dwie i kurtka, albo jedna i kurtka, czapka, rękawiczki, rzeczy na rower, picie które trzeba przygotować a i butlę umyć, okulary, potem to zebrać ubrać się.. po czym człowiek ma już dość jak się ubierze i tak mamy przepis na Pierdole Nie Idę. Co innego wiosna lato, wtedy aby buty i w zasadzie tyle. idziesz jedziesz, zasiadasz sobie gdzies na łonie natury, ewentualnie coś zapalić można czy to ognisko jakieś, a tak.. po prostu przebywanie na dworze w obecnych warunkach pogodowych to dyskomfort, a nie przyjemność jak w lecie, i aby wyjść człowiek potrzebuje jakieś motywacji i celu aby przez ten dyskomfort przechodzić, gdy go nie ma, to się wcale sobie nie dziwię, że mi się nie chcę.
Można też pójść na tak zwane nogi - czyli brak środka lokomocji, ale też trzeba mieć eciepecie ($) na bilety, stanie na przystankach i jechanie nie wiadomo gdzie i po co. Tylko, żeby się przejść chodnikiem w centrum miasta albo obejrzeć w sklepach rzeczy których nie mogę sobie kupić? Jaki jest tego sens ? no żaden. Co innego spotkać sie z jakimś znajomym, wtedy gra jest może i warta świeczki, ale najczęściej każdy ma swoje zajęcia - takie życie.
Można też poczytać książki, już to robiłem, wszystko co ciekawe przeczytałem, a co chciałbym przeczytać to nie mam, ani kupić też sobie nie mogę kupić bo ceny książek są absurdalnie wysokie. Można też niby czytać na ekranie komputera, ale nie lubię tak czytać. Wolę książkę pod postacią fizyczyną. Jeszcze żeby drukarka działała, no ale oczywiście szlag ją jasny trafił już dawno temu. (piece of shit!)
Można też poprzeglądać stare dokumenty w szafkach, gazety z dawnych lat itp ale - już to zrobiłem.
Mogą tak wymieniać jeszcze długo. Po prostu poza internetem nie ma po prostu nic do roboty. I taki to właśnie szary dzień, w którym absolutnie nic się dzieje, ani nic nie można zrobić. Gdyby jeszcze człowiek miał kasę, to ja mam wtedy zajęć miliony, ale nie mam kasy, a jak ją będę miał to nie będę miał czasu na takie rzeczy bo będę siedział w pracy.. i weź tu bądź mądry.

czwartek, 16 czerwca 2011

Clutch on the floor

Mam sprzęgło, a dokładniej jego tarcze, na podłodze stąd pomysł na temat i postanowiłem napisać parę zdań.
Przedwczoraj oddałem auto na warsztat, ponieważ sprzęgło się już mocno ślizgało i nie było jazdy, więc poszło do wymiany jak i ewentualnie kilka innych rzeczy. Ze sprzęgła tylko tarcza okazała się być zjechana, okazała się być jak wszystko jeszcze ori VW Audi firma Luk i taka sama powendrowała jako nowa, czyli mam praktycznie nowy oryginał. Przy okazji do skrzyni powendrowały nowe uszczelki ponieważ pociła się już odkąd kupiłem auto, również została wymieniona chłodnica, gdyż ciekła a jazda na cieknącej może spowodować wydmuchanie uczszelki pod głowicą a tego bym nie chciał. Stara również była ori VW Audi. W zasadzie tyle. Mechanicy bez wyobraźni wyciągając skrzynie, zapomnięli o lince prędkościomierza i ją wyrwało z gniazda licznika i wciągnęło do komory silnika. Na szczęście jest to tak zaprojektowane, że nic się nie połamało. Dostrzegłem to od razu po otwarciu maski, na szczęście udało się mu włożyć bez ściągania połowy przodu, chodź mam pewne zastrzeżenia bo płynnie nie chodzi a raz zatrzymała mi się na 38km/h. Przy okazji sprzęgło bierze od razu czego okropnie nie cierpie i nie lubię tak jeździć jest mi nie wygodnie i dyskomfort. chodź luz na lince jest to mimo wszystko. Trzeba zrobić większy żeby trochę luzu było zanim zacznie brać. Poza tym pyka przy wysprzęglaniu ale być może kwestia ułożenia, w końcu nowe. Może kupię jeszcze nowe opony na tył, oczywiście leżaki magazynowe bo na nowe, że nowe mnie nie stać.. 500zł za dwa kapcie to za dużo a tak mnie wyniesie nie całe 200zł, nowe opony z tym, że leżały po prostu. No i tylne amortyzatory również są do wymiany. Najważniejsze że sprzęgło się nie ślizga co owocuje lepszymi osiągami i niższym spalaniem no i bezpieczeństwem zwłaszcza na trasie przy wyprzedzaniu.

Poza tym wczoraj wybrałem się z kolegą nad Firlej rowerami mimo, że wiatr był silny udało nam się dojechać w 1h i 22m więc rekord i tak. Rower spisał się nienagannie. Woda ciepła piwo dobre, klimat dobry, a i samice też się jakieś kręciły, gorzej z kondychą, ale też prawie całość do końca dobrym tępem dojechałem, prawie bo straciłem 8 min do kolegi :P który znów pobił rekord bo z powrotem dojechałem w 1h 20m ja w 1h 28m. Na długich górach na trasie w czym najlepszy nie jestem zwłaszcza, że prawie na posotoju usnąłem i w ogóle nie miałem energi. Acz czystość wody do piaseczna się nie umywa. To chyba tyle, a jeszcze kupiłem nowe kierunkowskazy w zderzak, bo jeden mam uszkodzony, że jest na taśmę w środku, chciałem kupić jeden, ale pomarańczowy kolor sprzedają bez oprawek a mi głównie o to chodzi bo co mi z klosza, który też lewy ma zaczep ułamany, z gniazdami są tylko białe więc wziałem dwa, i musiałem kupić pomarańczowe żarówki x2, jutro pewnie będę montował, ale muszę też gniazdo na wtyczkę migacza lewego dolutować, prawy jest ok ori, ale głupo jeden pomarańczowy drugi biały więc drugi też zmienie, przy czym będzie to tylko plug and play ;) Coś tam się dzieje.. have a nice day.

edit. Jeszcze chciałem powiedzieć, że ocieplają mi blok od jakiegoś czasu, a w lipcu jadę nad morze, pomiam ocenę prac, a dąże do tego, że od tygodnia nikt się nie pokazał, strajk jakiś olali robotę, pewnie im nie zapłacili i nowych ludzi szukają..

piątek, 27 maja 2011

Nuda

Na dworze gorąco, a ja źle się czuje. Wczoraj przy spontatnicznym spożywaniu piwa, przy drugim bardzo źle się poczułem i skutki ciągnął się do teraz. Ogólnie nadęty brzuch, jest mi gorąco i nie mam siły na co kowlwiek, a ostatnio polubiłem ekspady rowerowe gdzie zwiedza się nowe miejsca w których się nie było. Niestety, są to dość dalekie odległości, i żeby dojechać do pierwszego lasu trzeba przejechać 12km przez miasto gdzie jest dużo górek nierówności i ogólnie kiepsko, samo to daje już 24km dojazdu a gdzie sama zabawa ? Po prostu jak sobie myślę, że muszę pokonać te 12km i wiem jak taka droga wygląda i jak się jedzie to się najzwyczajniej w świecie człowiekowi odechciewa. W tej chwyli stoje przed wyborem pójścia właśnie na przejeżdzkę ale nic tutaj blisko nowego, ciekawego i zarazem stosunkowo bezpiecznego aby przejechać samemu niestety nie ma, dalej nie chce mi się jechać, bo po prostu nie czuje się najlepiej.
Stąd też i pewnych filmików na YT użytkownika którego subskrybuje zrodziła się w mojej głowie myśl.. zakup crossa, motoru. W sumie zawsze chciałem mieć crossa, trochę pozbierałem informacji i tak, robienie prawa jazdy raczej odpada, bo to wydatek dość wysoki, powyżej 700zł niezależnie czy kat A, czyli wszystkie motory czy A1, motory do 125cm3, w sumie raz spotkałem się z ofertą gdzie gdy ktoś zdaje na A1 a ma wyrobioną kategorie B wtedy 50% zniżki czyli 550zł, bo normalnie 1100zł, ale nie jest to w moim mieście.
Normalnym crossem typu np 250cm3 nie można w ogóle poruszać się po drogach, bo nie można tego zarejestrować, chyba że się przerobi to wtedy da radę, ale spalanie takiej 250cm to nawet 10L benzyny co totalnie mija się celem. Legalnie bez prawa jazdy na motor można poruszać jednośladami z silnikami do 50cm3. Lecz jest to ciut mało. Interesuje się modelami YAMAHA i np jest DT 80, która ma silnik 80cm3 i już jakąś moc, z powodzeniem można znaleźć wersje zarejestrowane jako motorower czyli prawka nie trzeba jak i spalanie takiego motoru oscyluje w granicach 5L benzyny lub nawet 3L w trasie jak nam się uda co mi bardzo odpowiada, i myślę poważnie, takiego crossika można kupić w cenie roweru górskiego. Wtedy nie miał bym problemów z dobrą zabawą i odkrywaniem nowych miejsc np jeździć jest gdzie ale mówimy tutaj o 70km samego dojazdu i powrotu a gdzie fun, (dlatego rower odpada, niestety nie mam takiej kondycji, a nawet za starych dobrych czasów w pełnej kondycji dystans 90km to już było maks co mogłem z siebie dać) jak również taniego i szybkiego przemieszczenia się po mieście. Także będę nad tym poważnie myślał, można normalnie jeździć wszędzie. I nie będę się musiał przejmować tym, że odmawiał sobie zabawy dlatego, że nie mam siły albo nie chce mi się pedałować ot wsiadam i jade nie tracąc energi. Ale myślę że dopóki nie znajde pracy to takie sprzętu sobie nie kupie, chyba że jak już na 100% i poważnie mogę sprzedać mój nowy rower pokryje prawie całkowitą kwotę jaką trzeba wyłożyć na motor, kwestia dołozenia paru stówek, a drugi rower naprawiłem i można jeździć na nim komfortowo. Także mam dwa sprawne i dobre rowery. Na razie chyba tyle.
A no i kolejnym faktem jaki wpływa na ogromną nudę to tak, sg-1 skończyłem odświeżać, nowych seriali obecnie nie ma nie wychodzi nic :( z tego co wiem to w lipcu ma Breaking Bad ruszyć z 4 sezonem. ale jest powiedzmy czerwiec to ponad miesiąc bo to 11 czy 17 nawet lipca.

Przy okazji postanowiłem tydzień nie spotykać z MJ, czyli spotkam się dopiero za 7 dni w moje urodziny, myślę że to dobry pomysł, aczkolwiek jak się siedzi w domu i nie ma się nic do roboty to powiem że ciężko się nie spotkać, ale może już jutro lepiej się poczuje to pojadę poszukać nowych miejsc, ale znów ma padać. Trochę niedobrze, ale jak będzie powyżej 22 to może padać nie będzie mi przeszkadzać.

piątek, 31 lipca 2009

Mimo zlego poczatku, dzien byl nawet fajny

Witajcie. Dzisiejszy dzien rozpoczalem negatywnie, za to pozniej bylo juz tylko lepiej. Postanowilem ze pojde na rower. I wyjatkowo bylem zadowolony z przejazdzki. Najpierw do garazu po rower. Stamtad Gospodarcza w dol, w lewo Melgiewska potem caly czas prosto az do statoilu kolo zamku, stamtad w lewo na Uni Lubelskiej, caly czas prosto kolo Gali, przez zamknieta droge, potem Kunickiego az do Statoilu tam w prawo, caly czas prosto droga potem luk, prosto wjazd w lasy potem skret na parking, gdzie nastepnie wjazd do lasu i tam po staremu, postoj "na korzeniu" potem dalej az do wyjazdu z lasu, gdzie zazylem kapieli, aby ochlonac, umyc sie z potu i blota, wyjscie z wody chwila odpoczynku, jazda dalej standardowo, potem trasa rowerowa spowrotem na Uni Lubelskiej, tankowanie tam gdzie zawsze czyli studzienka z woda, nastepnie caly czas Uni Lubelskiej, prosto pod gore, wyjazd na Spoldzielczosci Pracy, ktora caly czas prosto az do Dozynkowej w prawo, prosto Dozynkowa, skret w prawo na Bluszczowa, postoj na "domku keidu" Pozniej Bluszczowa ponikwoda, andersa, melgiewska, gospodarcza i dom. Gdzie ciepla strawa i relaksacyjna kapiel, pozniej do garazu, samochodem pojechac na stacje, zatankowac sie. Paliwo po 4,39zl i 6,15 litra wlane. Co wynioslo 27 zlotych. Po miescie na tym mozna 61 kilometrow przejechac. Pozniej sklep, piwo i garaz gdzie konsumpcja piwa etc. Dom.. i mniejwiecej tak.

Edit:
Zapomnialem dodac ze przez wiekszosc drogi towarzyszyla mi muzyka Rammstein, Alphaville i Eurythmix. Glownie Rammstein, ktora dodaje powera, i nie jest to zludzenie a prawda. Nawet jak slucham muzki przy komputerze to duzo szybciej pisze na klawiaturze.